Kanion Uvac w Serbii.

kanion Uvac Serbia

Uvac wygląda jak wąż wykonany z jadeitu, rzucony pomiędzy wysokie wzgórza. Stojąc na najsłynniejszym punkcie widokowym o nazwie Molitva można się poczuć, jak w przyrodniczym sanktuarium. Spoglądając w dół- na jasnozielone meandry- nie ma potrzeby gadać, chce się jedynie patrzeć i wchłonąć jak najwięcej z tego momentu. Po kilku chwilach na trwaniu w ciszy, do uszu zaczynają dobiegać wibrujące szumo-szmery. Spoglądasz wtedy w niebo i zauważasz najpierw jednego, a potem kolejne sępy, szybujące i patrolujące swój rewir. Niesamowite przeżycie. Oto kilka naszych wspomnień znad kanionu Uvac.

Eldorado Uvac.

eldorado Uvac Serbia kemping
Eldorado Uvac

Tak nazywa się kompleks kempingowy zlokalizowany na kanionem Uvac. Pojawiliśmy się tam w poniedziałek- wczesnym popołudniem- i okazało się to być błogosławieństwem. Z tłumu zalewającego okolicę w czasie weekendu zostało kilka osób. Przyjechaliśmy ze Sjenicy taksówką. Droga dojazdowa zupełnie jest nieprzystosowana dla samochodów z niskim zawieszeniem, ale kierowca obiecał dowieźć nas tak blisko kempingu, jak to tylko będzie możliwe. Rozmowy okołopolityczne (czyli bardzo bałkańskie) nabierały dodatkowej ekspresji na wybojach polnej drogi. W Serbii można poczuć się, jak w domu. Do znudzenia będziemy powtarzać, że Serbowie naprawdę nas lubią. Na słowo „Polska” pojawia się u nich pozytywne ożywienie, chęć rozmowy i udzielenia pomocy. Już w sennej Sjenicy, po opuszczeniu ospustoszałego dworca autobusowego, jak spod ziemi wyrósł człowiek, który pomógł nam namierzyć kierowcę. W Serbii zawsze mieliśmy przyjemność trafić na otwartych, pozytywnych ludzi. Nie inaczej było podczas wizyty na polu kempingowym. Gospodarze Eldorado Uvac uraczyli nas nie tylko świetnym jedzeniem, ale także opowieściami. Dowiedzieliśmy się, kto odwiedzał Uvac prywatnym helikopterem, jak nazywał się sęp który postanowił poszybować aż do Polski, lecz nie miał sił stamtąd powrócić do domu (historię rozwiniemy w dalszej części tekstu). Ciekawym doświadczeniem było niewątpliwie skonfrontowanie swojej wiedzy o NATOwskich bombardowaniach okolic Sjenicy z relacją osób, które doświadczyły tych wydarzeń na własnej skórze…

kemping Eldorado Uvac Serbia
miłe chwile na Eldorado Uvac

NATOwskie bombardowanie Sjenicy.

Wydarzenia te bardzo mocno odbiły się na Sjenicy i do dziś są piekąca raną u jej mieszkańców. Znajdowała się tam serbska baza lotnicza, ale to nie ona była najmocniej atakowanym obiektem. Najbardziej ucierpieli cywilni mieszkańcy miasta. Generalnie słyszy się, że zginęło zaledwie 462 żołnierzy serbskich. Do publicznej wiadomości słabo dociera fakt ,że było również 5700 ofiar wśród cywilów. Ponad setka to dzieci. Barbarzyńską okazuje się szerzona przez USA teza, jakoby NATO przypadkowo zabiło tylko te 500 osób (głównie żołnierzy), atakując cele wojskowe. Od samego początku operacja brutalnie uderzyła zwłaszcza w cywilów. Zakłamywanie faktów i propaganda wskazująca na słuszność bombardowań mocno wpływają na Serbów. Praktycznie każda rozmowa dotyczy tych wydarzeń. W tym, co mówią doskonale wyczuwa się rozgoryczenie, poczucie niesprawiedliwości i niezrozumienia. W okolicach Sjenicy można zobaczyć cmentarze, na których spoczywają ofiary tej wojny. Można też- i zdecydowanie należy- wysłuchać historii od naocznych świadków bombardowań. Żyje tam także wielu spośród 170 tysięcy uchodźców z Kosova, uciekających przed terrorem UCK. Prawdziwych uchodźców, o których Zachód nigdy nie chciał pamiętać… Paradoksem jest, że w czasie innego konfliktu – II Wojny Światowej, to właśnie Serbowie uratowali rodzinę późniejszej amerykańskiej sekretarz stanu – Madeline Albright. Kobiety, która potem razem z Clintonem była największą orędowniczką agresji na Serbię. O tym, w Sjenicy i okolicach pamięta się do dziś.

Pora ruszyć na szlak.

drogowskaz na Molitve Uvac Serbia
na Molitvę tędy…

Na wielu ciekawych opowieściach upłynęło nam ze dwie godziny, lecz czekała na nas wyprawa na vidokovac Molitva. W jedną stronę to z 5 km marszu z Eldorado Uvac, więc w pośpiechu zabraliśmy co najpotrzebniejsze i wyruszyliśmy, żeby na kempingu być z powrotem zanim zapadnie zmrok. Szlak jest pięknie poprowadzony przez teren rezerwatu. Wszędzie kwiaty, zioła, niezliczone motyle i ptactwo.

motyle z łąk nad kanionem Uvac Serbia
tereny wokół kanionu Uvac to idealne miejsce do obserwacji przyrody
kwiaty znad kanionu Uvac Serbia

Po kilku minutach marszu zauważylismy most rozpięty nad Uvcem, ale prowadzący jak narazie donikąd. Władze rezerwatu mają w planach poprowadzić stamtąd ścieżkę do Jaskini Lodowej. Szlak na Molitvę wiedzie prosto, most należy zostawić za sobą, po lewej stronie. Przy wejściu na teren rezerwatu teoretycznie może być pobierana opłata. My nie spotkaliśmy ani kasjera, ani nikogo innego. Ani jednego turysty! Szlak ma ciekawy profil- oczywiście teren się wznosi, ale gdyby go opisać jednym słowem to wygląda, jak parabola.

kanion i meandry Uvac szlak Serbia
wszystko, czego trzeba piechurowi do szczęscia
szlak do Uvac Molitva Serbia

Kiedy z nadzieją wychodzisz na jedno wzniesienie okazuje się, że przed Tobą roztacza się mała dolina, a za nią kolejna jeszcze wyższa górka. Trzeba się nastawić na kilka takich górek 😉 na szczęście od czasu do czasu, w tych najładniejszych zakątkach ktoś zainstalował ławeczki. Widoki roztaczające się z tych miejsc uspokajają i obiecują, że na Molitvie to dopiero musi być petarda widokowa. Działa pozytywnie szczególnie w momentach, kiedy przepala sie jakiś bezpiecznik (być może od upału) i coś każe Ci mówić: „ile tych górek jeszcze?”, albo: „nie idę dalej„.

kanion Uvac Serbia
jeden z najpiękniejszych krajobrazów w Serbii

Każdy pokonany kilometr wynosi nas coraz wyżej i wreszcie, w oddali ukazuje się drewniana platrorma uczepiona skał. Wtedy dostaje się energii, że za moment nacieszę się spektakularnym widokiem na wody meandrujące w kanionie Uvac.

Molitva- widokowy punkt obowiązkowy dla birdwatcherów.

kanion Uvac gospodarstwo nad Molitvą Serbia
niewielkie gospodarstwo w okolicy punktu widokowego Molitva- to tam ponoć sprzedają wyjatkowe sery, smakosze powinni odwiedzić

Z platformy w punkcie Molitva możemy podziwiać to, co sprawiło że Uvac stał się jednym z populaniejszych celów podróży po Serbii – jego niesamowite meandry. To chyba najbardziej malowniczy odcinek tej liczącej sobie zaledwie 120 km rzeki. Można się pokusić o stwierdzenie, że tak zacny pejzaż spodobałby się każdemu. Zrobiliśmy kilka zdjęć na pamiątkę, ale nasz aparat najbardziej czekał na sępy płowe.

sęp płowy nad kanionem Uvac Serbia
sęp płowy w całej swej okazałości

Wystarczyło położyć się na chwilę płasko na platformie i czekać w ciszy. Być może te ogromne i głównie padlinożerne ptaszyska zainteresowały się nami mając nadzieję, że jesteśmy kupą mięsa przeznaczoną na wyżerkę- tego nie wiem- ale już po kilku minutach szum szybujących sępów stawał się coraz głośniejszy. Jeden z nich był tak odważny- albo zwyczajnie ciekawy- że przeciął powietrze zaledwie kilka metrów ponad naszymi głowami. Do dziś mam ciarki! Dźwięk, jaki wydają pióra przecinające powietrze podczas lotu jest niepokojący. Rozmiar tych ptaków też robi wrażenie- skrzydła rozkładają się w locie na około 2.5 m. Do robienia zdjęć nie byliśmy szczególnie przygotowani- bez statywu i z lekkim żalem, ile ciekawych ujęć uciekło, kiedy zmieniało się ustawienia ekspozycji w aparacie. Ogólnie te kilka chwil na platformie w punkcie Molitva było zdecydowanie warte trudu dotarcia w to miejsce. Nie dla samych zdjęć, ale by po prostu tam być i móc widzieć to wszystko w realu. Idealnie, że przez długi czas byliśmy tam tylko we dwójkę. Z platformy zeszliśmy, gdy dotarła para z kijkiem do selfie. Ich akrobacje w poszukiwaniu jak najbardziej zdumiewającego ujęcia wprawiły nas w szok. W życiu nie wychyliłabym się tak niebezpiecznie daleko poza ramę platformy, żeby przyszpanować zdjęciem na fejsie…

platforma widokowa w punckie Molitva Uvac Serbia

Sępy płowe nad kanionem Uvac.

Żeby dobrze zacząć o przygodzie wspomnianiego w jednym z pierwszych akapitów sępa należy wspomnieć, jak w ogóle populacja tych ptaków znalazła swój dom nad kanionem Uvac. Około 30-stu lat temu liczebność sępa płowego w tamtych okolicach wynosiła zaledwie 7 sztuk… Gatunek był krytycznie zagrożony. Świadomość utraty tak cennego przedstawiciela awifauny zmobilozowała leśników ze Sjenicy do przedsięwzięcia działań nie tylko chroniących, ale i mających odbudować wymierającą populację. Udało się to znakomicie! Obecnie gromada liczy około 300 sztuk (prawie 70 par).

sępy nad kanionem Uvac Serbia
jest ich tam na prawdę sporo- zobaczycie je bez wątpienia!

Wielki sukces podkreślony faktem, że ptaki te łączą się w pary na całe życie, a z takiego związku wykluwa się rocznie tylko jedno pisklątko. W tej chwili jest to najliczniejsza kolonia sępa płowego nie tylko na Bałkanach, ale i jedna z największych w Europie. Podczas wizyty w rezerwacie Uvac podziwianie tego pożytecznego stworzenia macie zagwarantowane. To taki bonus do całego piękna, jakie prezentuje ta spektakularna okolica. Swoją drogą serbska nazwa ptaka „beloglovy sup” dotyczy sępów płowych. Nie są to sępy białogłowe, które żyją na kontynencie afrykańskim.

Historia sępa Urosza Nejakiego, który wcale taki nijaki nie był.

meandry kanionu Uvac Serbia
im wyżej, tym bardziej malowniczo a i sępy trafiaja się coraz częściej!

Pora wrócić do naszego bohatera Urosza, który zdecydował poszybować ponad 1000 km od swojego domu. Od wyklucia nie był szczęśliwym ptakiem. Stąd też jego przezwisko- Nejaki (Słaby). Od początku był słabo zbudowany i niezbyt silny, dlatego też w 2009 roku umieszczono go w Rezerwacie Uvac. Pobyt tam miał odbudować jego siły i pozwolić mu nabrać masy. Ważył jedyne 9 kg, podczas gdy waga sępa może dochodzić do 13-stu. Nie przeszkadzło mu to jednak w szybowaniu po okolicy. Pech zdarzył się w czerwcu 2010 roku, kiedy to Urosza zaatakował w powietrzu orzeł przedni. Pokiereszował go do tego stopnia, że o lataniu mógł zapomnieć. Strażnicy rezerwatu otoczyli go troskliwą opieką i Urosz Nejaki dochodził do siebie przez rok czasu. W 2011 roku, kiedy upierzenie się już znacznie zregenerowało, pozwolił sobie na pierwsze, nieśmiałe wycieczki w powietrze. Loty były krótkie i ostrożne, ale z każdym razem kondycja i pewność sępa wzrastały. Urosz na ogół szybował wokół miejsc, w których pracownicy rezerwatu wykładali mięso do dokarmiania. 2 czerwca 2012 roku zdecydował się jednak wybrać na dłuższą wycieczkę.

sęp nad kanionem Uvac Serbia

Skierował się na północ i 6 sierpnia odnaleziono go w podwarszawskiej miejscowości- grubo ponad 1000 km od rodzinnego gniazda! W kondycji był mizernej- znacznie osłabiony, wychudzony i poraniony. Pracownicy Ptasiego Azylu rozpoznali serbską obrączkę na nodze Urosza i skontaktowali się z jego opiekunami znad kanionu Uvac. W azylu sęp pozostał do 27 lutego 2013 roku. Tego dnia ptasi podróżnik poleciał z powrotem do Serbii. Nie na własnych skrzydłach, a samolotem. Towarzyszył mu pan Maciej Szymański- były ambasador Polski w Serbii, a prywatnie miłośnik birdwatchingu i kanionu Uvac. Wyczyn Urosza zadziwił wiele osób. Owszem, ptaki te mają większy niż Urosza zasięg, jednak nasz bohater był tak słabo zbudowany i po takich przejściach, że jego podniebne dokonanie jest niezłym wyczynem z polskimi akcentami w tle. Wcale on nie taki nejaki, jakby mogło sie wydawać…

Śliwkowa rakija na śniadanie.

Wieczorem, po intensywnym zwiedzaniu okolicy i po kolejnym miłym posiedzeniu w wiacie gospodarzy na Eldorado Uvac zawinęliśmy sie szczelnie w śpiwory. Ta noc w namiocie była najzimniejszą ze wszystkich, które spędzilismy wtedy na Bałkanach. Sąsiedztwo zbiornika wodnego robi swoje. Poza tym Sjenica i jej okolice nazywane są przez miejscowych serbską Syberią. Dużo w tym prawdy. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak zimno jest tam w okresie zimowym.

szlak nad Uvac Serbia

Wczesnym porankiem skostniali pojawiliśmy się ponownie we wiacie. Turska kafa- zaparzona prawilnie w dżezwie- już na nas czekała. I nie tylko kawa. Gospodarz sięgając po butelkę upędzonej przez siebie śliwkowej rakiji zdradził nam swój sekret na długowieczność. Jest nim kieliszeczek mocnego bimbru na śniadanie. Rzecz jasna na jednym się nie zakończyło- o tym raczej nie mogło być mowy. Wtedy popełniłam jedną z największych gaf, jaką tylko mogłam popełnić w Serbii. Zapytałam o woltaż napitku… Nigdy o to nie pytajcie na Bałkanach 😉 Znając ostateczną moc rakiji i przy odrobinie sprytu można rozpracować cały proces technologiczny, dzięki któremu powstaje bimber na medal- duma rzemieślnika. Żal było się żegnać z Eldorado Uvac, serdecznymi gospodarzami kempingu i całym otoczeniem. Jeśli w tym tekście znalazło się coś, co trafiło do Waszych serc i też zechcielibyście to wszystko przeżyć i zobaczyć, zaplanujcie dłuższy niż my pobyt. Serbia jest, jak Dom.

%d bloggers like this:

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close