Przez jezioro Koman do Valbony

Koman

Północna Albania czaruje.

mapa Koman
położenie jeziora Koman na mapie Albanii (screen z Google Earth)
Koman okolice
zanzaczony obszar w powiększeniu (screen z Google Earth)

To tam znajduje się wspomniana przez nas Szkodra, której wielkim atutem jest pobliskie jezioro Szkoderskie. Na północy mieszczą się także budzące respekt Prokletije czyli Góry Przeklęte przyciągające spragnionych górskich treków i wspinaczki. Jest tam dziko (w jak najbardziej pozytywnym sensie), pięknie i zupełnie inaczej niż na wybrzeżu naszpikowanym gęsto kurortami. To właśnie tam pomiędzy wysokimi, wapiennymi wzgórzami i górami wije się jak wielki szmaragdowy wąż jezioro Koman. Rejs promem przez spokojne, zielone wody to doznanie niemal estetyczne. Podróżni wyposażeni w aparaty skaczą po pokładzie w poszukiwaniu miejsca na jak najlepsze ujęcia. Wielu zwyczajnie siedzi napawa się spektaklem natury. Rejs trwający ok. 2.5h rozbudza apetyt na eksplorację skarbów północnej Albanii.

Koman
osada na zboczach wokół jeziora

Jezioro Koman– informacje praktyczne.

Koman
typowy dla jeziora krajobraz

Zbiornik jest stosunkowo młody i powstał jako jeden z elementów ciągu hydroenergetycznego na rzece Drin. Stało się to pod koniec lat 70-tych w XX wieku. W obiekt turystyczny jezioro zaczęło się przeobrażać powoli pod koniec lat 90-tych. Do szerszej publiczności zaczęły docierać pełne entuzjazmu relacje- nielicznych wówczas- globtroterów docierających do Albanii. Gilian Gloyer, przepłynęła Koman w 2004 roku. W przewodniku Bradt’a opisała go potem jako „(…)jeden z najpiękniejszych szlaków wodnych, porównywalny z norweskimi fiordami”. Za jakiś czas i Lonely Planet włączyło szlak przez Koman do swojej pętli północnoalbańskiej. Od tego momentu poszło już z górki. Obecnie liczba turystów zwiększa się, lecz nie jest jeszcze mega tłoczno. Promy wciąż służą głównie mieszkańcom.

-> Promy:

koman
przystań w Koman
  • Berishahttps://komanilakeferry.com – jest chyba najpopularniejsza. Dysponuje promem „Berisha” i łodzią „Dragobia”. Oferuje rejsy:

– Koman -> Fierzë,

– Koman -> Fierzë -> Koman,

– Koman -> Fierzë + transfer do Valbony.

Oferują dojazd do Koman (na przystań promową) zarówno ze Szkodry, jak i Tirany. Koszt takiej usługi to 5€, przepłynięcie przez Koman również 5€, a jeśli zamierzacie dotrzeć do Valbony także zapłacicie 5€ (wycieczka Szkodra -> Valbona łącznie za 15€/ os.). Na ich stronie internetowej znajdziecie aktualny cennik, dzięki któremu łatwo obliczycie koszty planowanej trasy. Firma dość szybko i konkretnie odpowiada na maile. Sami korzystaliśmy i w wielkim skrócie:  w Szkodrze zostaliśmy odebrani spod hotelu o 6.30, prom do Fierzë wypłynął o 9.00, z promu zeszliśmy o 12.00 i od razu załadowaliśmy się do busa jadącego do Valbony. Uwaga! Opłaty nie uiszcza się u kierowcy busa! Po przyjeździe na przystań w Koman odnajdźcie pracownika Berishy (będzie miał firmową koszulkę) i to jemu zapłaćcie, pilnując by wydał bilet i dokładnie zaznaczył na nim całą, wybraną przez Was trasę: Koman -> Fierzë -> Koman jeśli interesuje Was jedynie rejs po jeziorze lub Koman -> Fierzë -> Valbona jeśli zdecydowaliście się dostać w Góry Przeklęte. Zaznaczenie prawidłowej opcji jest dość istotne i pozwala uniknąć nieporozumień. Opłata na przystani jest jedyną, za całą trasę i nie należy już nikomu dopłacać. Oczywiście można też zrealizować transakcję przez Paypal.

  •  Rozafa http://komanilakeferryrozafa.com. Dysponują promem „Rozafa”. Nie korzystaliśmy ale wiemy, że mają podobne ceny co firma opisana powyżej. Wypływają jednak nieco później. O możliwości transferu do Valbony najlepiej dowiedzieć się podczas kontaktu mailowego z firmą.
  • Alpinhttp://www.alpin.al. Dysponują największym promem pływającym po Koman. Reklamują się posiadaniem klasy „biznes” i wysoką jakością usług. Prom Alpin pływa w nieco innych godzinach: o 9.00 wypływa z Fierzë i do przystani w Koman dociera ok. 11.30. Stamtąd o 12.00 wypływa w rejs powrotny do Fierzë. Aktualne ceny i możliwości kontaktu znajdziecie rzecz jasna na ich witrynie internetowej.
  • Mario Mollahttp://www.komanilake.org/ . Idealna opcja dla zainteresowanych dokładniejszym poznaniem okolic jeziora Koman! Jest to mała, rodzinna firma organizująca kameralne wycieczki, a kapitan Molla był jednym z pierwszych pływających po zbiorniku i zna jego okolice, jak własną kieszeń. Można ustalić także opcję noclegu w nadbrzeżnych wioskach, grilla i ucztę z albańskich specjałów. Bardzo atrakcyjna oferta dla zainteresowanych samym Koman i posiadających więcej czasu na jego eksplorację.
Koman
na przystani w Koman

-> droga na prom:

Do przystani promowej w Koman można się dostać też transportem publicznym. Bus odjeżdża ok. 6.30 z Ronda Demokracji w Szkodrze. Warto potwierdzić dokładność godziny w informacji turystycznej. Sądzimy, że najwygodniej skorzystać z oferty transferu proponowanej przez firmy podane powyżej. Transport publiczny niekoniecznie jest tańszy, a dość kłopotliwy i nikt nie zagwarantuje Wam miejsca na promie. Osoby podróżujące własnym samochodem (lub motocyklem) powinny wcześniej skontaktować się z wybranym przewoźnikiem i zarezerwować miejsce ponieważ promy nie są duże, a i sama przystań nie jest przestronna. Warto wiedzieć, że sama droga ze Szkodry do przystani jest dość wymagająca. Nawierzchnia jest mocno zniszczona i zdecydowanie najlepiej wybrać się w tą część Albanii pojazdem, który jest dostosowany do jazdy w trudnym terenie.

Do Koman w podskokach! Dosłownie.

Już w czasie jazdy do przystani wpatrywaliśmy się bez przerwy w okno busika nie zważając na turbulencje powodowane przez tysiące wybojów usianych po drodze. Po wyjeździe ze Szkodry krajobraz stawał się coraz bardziej górzysty i urozmaicony.

Koman
pogląd na ukształtowanie terenu w okolicy jeziora Koman (screeny z Google Earth)

Z każdą minutą coraz bardziej przybliżaliśmy się do wyglądanych Gór Przeklętych, w której trwa sobie zaciszna Valbona. Pozostało przeprawić się przez Koman i byliśmy prawie u celu. A rejs sam w sobie jest atrakcją i wszystkie zachwyty, które czytaliście lub słyszeliście dotychczas są jak najbardziej uzasadnione. Rzeka Drin zablokowana zaporami zamienia się w jezioro Koman i rozlewa swoje żywozielone wody pomiędzy wzgórzami, na których nie odcisnęło się jeszcze piętno masowej turystyki. Jak dobrze… nie ma tu guesthousów, hoteli ani kurortów choć okolica wydaje się być do tego stworzona. Do wzgórz przylegają jedynie nieliczne gospodarstwa hodujące m.in. rogaciznę, która bez najmniejszego stresu i kontroli zapuszcza się na trakt, po którym jechaliśmy. Im bliżej przystani, tym bardziej zasłyszane kiedyś porównania okolicy Koman do fiordów czy też przełomów rzecznych w Syberii zdawały się urzeczywistniać. Po przejażdżce trwającej około 2.5h dotarliśmy do przystani i po załatwieniu formalności weszliśmy na górny pokład promu.

Rejs po szmaragdowej toni.

prom Koman
na pokładzie promu, gdy ustały wreszcie walki o miejsca siedzące

Ludzi było dość sporo i każdy chciał zająć jak najlepsze miejsce do obserwacji natury. Kotłowisko z turystów zaczęło się powoli porządkować kiedy wreszcie rozbrzmiała syrena, a prom powoli odbijał od brzegu. Początkowo zbocza okalające Koman są niewysokie, ale jednak dość strome. Błękit nieba, intensywny szmaragd wody i zieleń bogatej roślinności sprawiały, że nie wiadomo było na co patrzeć.

KomanPrzyroda skomponowała tu taki spektakl, aż chciałoby się napatrzeć na zapas. Ból w sercu powodują jedynie śmieci dryfujące w nurcie jeziora. Na szczęście nie jest ich zbyt wiele i oby w przyszłości nie było ich w ogóle! Po jakimś czasie zaczęliśmy dostrzegać na brzegach małe wioseczki i pojedyncze domostwa.

Koman
mieszkańcy znad jeziora Koman

Podczas gdy część z nich jest pozbawiona prądu i totalnie odcięta od reszty świata, pojawiają się też takie zaopatrzone w infrastrukturę. Gdzieniegdzie możliwe jest przybicie do brzegu, a nawet nocleg. Zbocza porasta las, będący domem wielu zwierząt. Od czasu do czasu w krajobrazie pojawia się sylwetka krzyża. Tereny górskie w Albanii są zamieszkane głównie przez katolików. Turcy nie sforsowali tych okolic i nie doszło tu do islamizacji. Nic dziwnego- Góry Przeklęte mają w sobie coś, co budzi respekt. Oprócz tego nie są przyjazne i zapraszające. Wielu śmiałków czekała bolesna lekcja pokory…

Koman
samotny krzyż

Otuleni górami.

Po około godzinie rejsu- już całkiem niedaleko Fierzë- otwierają się przed nami zapierające dech widoki. Wpływamy w przełomowy odcinek rzeki Drin.

koman
ta maleńka jasna kropka na wodzie to łódka- mam nadzieję, że teraz poczujecie skalę i przestrzeń tego krajobrazu

Nabrzeżne ściany skalne zbliżają się tu mocno do siebie i jest to chyba najpiękniejszy i najdzikszy odcinek podczas przeprawy przez Koman. Strome i wysokie zbocza zbudowane są z wapienia, a ich biel idealnie kontrastuje z głębokim kolorem wody. Gdzieniegdzie widać niepozorne dolinki i ujścia potoków wpadających do jeziora. To teren rezerwatu przyrody i chyba najbardziej cenne pod względem przyrodniczym miejsce w obrębie całego jeziora. Nie sposób też oprzeć się magnetyzującemu widokowi monumentalnego masywu Gór Przeklętych z Maja e Ershelit i odległym Maja e Kakisë. Szczyty widziane z poziomu jeziora są pokryte śniegiem przez większą część roku.

Koman
Góry Przeklęte w oddali

Piękny, robiący wrażenie widok! Po kilku chwilach zaczynamy zauważać coraz częściej domki na zboczach, sady i samotne pasieki. To jasny sygnał, że prawie dobiliśmy do Fierzë. Pojawia się też w terenie po lewej stronie szosa, która tak samo zmierza do przystani, w której czeka na nas bus zmierzający do Valbony.

Z Fierzë do Valbony. Stada baranów.

przystań w Fierzë

Przystań we Fierzë jest nieco większa niż ta znajdująca się w Koman. Jest tam jedynie mały sklep z bardzo podstawowym asortymentem. Niech nikt nie oczekuje udogodnień i festiwalu cepeliady, jakiej to życzyliby sobie ludzie z szeroko pojętego Zachodu. Bałkany są niepowtarzalne, a zamiast badziewia rodem z odpustowego kramu mają do zaoferowania coś w innym wymiarze. I to powinno się liczyć to ponad wszystkim.

-„… jak w tej Valbonie nie będzie McDonalda, to wielkie gówno! Ha ha ha!”

…takie rozważania snuli nasi współtowarzysze najwidoczniej próbując pokazać wszystkim naokoło, że w Ameryce jest lepiej a bez hamburgera, w skład którego wchodzi przemielony pies z budą nie ma życia i fun’u. Serio..? To było właśnie pierwsze stado baranów, na jakie natrafiliśmy tego dnia.

Koman Valbona droga
było o jednym stadzie baranów, więc teraz kolejne- takich stad tarasujących drogę napotkaliśmy kilka

Kierowca nie rozumiał rozmów, lub też rozumieć nie chciał ale jednego odmówić mu nie można- jechał szybko i bardzo sprawnie. Trasa do Valbony wiedzie początkowo doliną Drinu, ale bardzo szybko kierujemy się w dolinę rzeki- również Valbony. Do górskiego odcinka pozostaje jeszcze spory kawałek, najpierw należy przejechać przez małą miejscowość o nazwie Bajram Curri.

Bajram Curri Koman
w drodze do Bajram Curri

 Bajram Curri to miasteczko nazwane na cześć albańskiego bohatera narodowego. Pochodził on z Kosowa, od 1912 roku prowadził partyzancką walkę o niepodległość Albanii. Góry okalające tą miejscwość były jego matecznikiem i schronieniem. Gdy upragniona niepodległość nadeszła nie zaznał jednak spokoju. Stał się przeciwnikiem politycznym króla Zoga. Obu poróżniły odrębne wizje na temat istotności Kosowa dla sprawy albańskiej. Bajram Curri był szykanowany, a wreszcie gdy doszło do otwartego konfliktu musiał uchodzić w góry. Tam też popełnił samobójstwo, gdy oddziały rządowe zapędziły go wraz z grupką wiernych towarzyszy do jaskini Dragobi. Znalazł się w potrzasku i ostatecznie wybrał śmierć zamiast więzienia. Co ciekawe, dla Albańczyków z północy to postać niezwykle ważna, ale dla południowców już nieco mniej. Docenili go komuniści, nazywając jego imieniem właśnie mijane po drodze do Valbony miasteczko.


Sama miejscowość nie jest może najpiękniejsza, ale położona w ważnym miejscu. Tuż za nią trasa kieruje się w dół- w dolinę Valbony. Dla osób z własnym transportem idealnym miejscem na krótki postój będzie most nad kanionem Shoshana (Kanioni i Shoshanit). Świetna miejscówka dla fotografów. Następnie droga powiedzie przez tradycyjną zabudowę miejscowości Dragobi. To historyczna okolica znana z tradycji pasterskich i pszczelarskich. Do dziś jest to powodem jej mieszkańców do dumy. Za Dragobi znajduje się już sama Valbona. Bus dojeżdża aż do mocno komercyjnego hotelu na samym końcu doliny, ale wysiąść można też w innych punktach.

Rozbiliśmy namiot w kempingowym raju.

Postanowiliśmy pojechać busem aż na koniec trasy. Bacznie obserwowaliśmy okolicę w poszukiwaniu dogodnego miejsca na nasz pierwszy nocleg pod namiotem w Górach Przeklętych. Dość często migały nam drogowskazy kierujące do hoteli i domów przekształconych w agroturystykę. Prawie każde z nich ma tuż obok poletko, na którym można się rozbić. No i te górskie krajobrazy! Było w czym wybierać, a nastrój poszybował w górę na widok tak bajecznego otoczenia. Kierowca wydał nam nasze ciężkie plecaki i za kilka minut widzieliśmy go pędzącego z powrotem w kierunku Fierzë. Tył busa elegancko i obustronnie oklejony nalepkami z logiem „Puma” robił się coraz mniejszy, aż w końcu znikł za zakrętem. Nie było słychać żadnych pojazdów. Turyści również popędzili jak najszybciej to dużego hotelu i po chwili zostaliśmy sami. Sam na sam z niesamowitym, górskim otoczeniem. Słychać było jedynie szum potoku przelewającego się turkusowymi wodami po szerokim, kamienistym korycie. Nie musieliśmy się już nigdzie spieszyć, łapać kolejnego środka transportu i jak z automatu skierowaliśmy się w stronę rzeki. Odpocząć, usiąść i po prostu pogapić na krajobrazy. Wtedy otoczyły nas roześmiane dzieciaki. Biegły do nas machając i krzycząc: -„kamping, kamping!”. Planowaliśmy poszukać miejsca na namiot, a to miejsce znalazło nas samo. I okazało się być wymarzone…

Koman ValbonaPakując przed wyjazdem namiot i resztę sprzętu snuliśmy wizję miejsc, w jakich będziemy się zatrzymywać. Ma być dziko, najlepiej nie na przeładowanym polu kempingowym i ze świetnymi widoczkami. W Valbonie udało się to idealnie. Dzieci zaprowadziły nas do rodziców, którzy po małej naradzie wskazali nam spokojny zakątek na łące oddalonej od domu. Pomimo pewnych oporów przyjęli kwotę, jaką należy zapłacić za parcelę na polu namiotowym. Gdy rozkładaliśmy się z naszym małym kempingiem wzdychając ze szczęścia do tego, co mamy wokół siebie rodzina wróciła z poczęstunkiem. Towarzyszył im ubrany odświętnie nestor rodu!

Valbona Koman mieszknacy
nasi gospodarze z Valbony

Niesamowite uczucie doświadczyć takiej szczerej i niekłamanej gościnności! Starsi członkowie goszczącej nas rodziny byli bardzo ciekawi skąd przybywamy i jak podoba się nam w Albanii. Całe szczęście młode pokolenie znało trochę język angielski i rozmowa przebiegła sprawnie dzięki ich tłumaczeniom. Nad górami zaczęły gęstnieć i ciemnieć burzowe chmury. Pierwsze grzmoty przerwały naszą rozmowę z gospodarzami, którzy popędzili do domu, a my w zaszyliśmy się w namiocie.

Valbona Koman
nasz zaciszny zakątek na namiot…
Koman Valbona
… i wspaniałe widoki z niego! Szczyt Maja e Thatë

Na szczęście burza nie trwała zbyt długo i po kilku kwadransach umyci w lodowatym potoku kierowaliśmy się na spacer po dolinie Valbony. Szkoda było spać, gdy wokół takie cuda. Napiszemy o nich trochę więcej w kolejnym wpisie… 🙂

%d bloggers like this:

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close