Osum- kanion deszczem i bektaszyckim bimbrem skropiony.

Nad kanionem Osum lało wprost diabelsko, a my wyściubialiśmy sine nosy spod przemoczonych peleryn sprawdzając, czy aby ta przerwa w chmurach może zapowiadać- choćby maciupeńkie- okno pogodowe. Zbocza wzgórz zasnute były woalem unoszącej się wilgoci, a z samego kanionu podnosiły się kłęby mgły. Przełom rzeczny zdawał się oddychać ciężkimi i leniwymi westchnieniami z pary wodnej. Dreptaliśmy do naszego celu, jakim było jedyne w okolicy pole kempingowe. Lokalni co krok obracali naszą nadzieję na suchy nocleg w wariactwo, które się nie spełni. Lecz jeśli ma się przeczucie, to należy mu ufać! Dzięki temu w niecałą godzinę przenieśliśmy się z beznadziejnej ulewy do zbitego z byle czego okrąglaka, gdzie nasi muzułmańscy gospodarze bardzo serdecznie częstowali i nas, i siebie winogronowym bimbrem. Nasza przygoda z kanionem Osum zaczęła się bardzo zaskakująco…

W dzikim Skraparze.

krajobraz nad kanionem osum, region skrapar w Albanii, blog album z podróży
sielsko, anielsko… i nadal jeszcze dziko- taki właśnie jest Skrapar

Dziś przybliżymy Wam garść naszych wspomnień z malowniczego miejsca, które obecnie dość zamaszyście wkracza w świadomość i plany turystów. W odróżnieniu od klimatycznego i bardzo popularnego Beratu sam kanion, jak i otaczająca go kraina o nazwie Skrapar są odwiedzane (póki co) nieco rzadziej. Wpływa na to stosunkowo słaba infrastruktura drogowa, czy noclegowa i ogólnie dość trudna dostępność tych terenów. Szkoda, bo znajduje się tam całkiem sporo unikalnych atrakcji przyrodniczych i historycznych. W naszym mniemaniu to właśnie tam: pomiędzy miasteczkiem Corovode, a miastem Korcza mieści się jeden z najdzikszych- w naszej opinii- zakątków Albanii. Istnieje tam nawet szlak pieszy dla prawdziwych hardkorowców, jednak wymaga on zaprawy i gotowości na wszelkie niedogodności. Obliczony jest on na kilka dni, nie ma wzdłuż niego żadnych schronisk. Zasięgu telefonicznego zapewne tam nie uświadczy, a cały prowiant należy nieść ze sobą na plecach. Teren Skraparu jest pofałdowany wzgórzami soczystymi od zieleni i lasów. Naprawdę cieszy oko i zadowala każdego, który szuka tej dzikiej odsłony Albanii.

Dojazd nad kanion Osum.

My dotarliśmy tam transportem zbiorczym. W Beracie- ale tu uwaga!: POD SZPITALEM, a nie jakbyście się tego spodziewali, że na świetnie jak na Albanię zorganizowanym dworcu- mieści się przy stacji paliw przystanek dla busów odjeżdżających na południe od miasta. Koszty niewielkie, lecz w wiejącym ostrą komuną miejscu o nazwie Polican czekać Was będzie przesiadka. Wszystko odbywa się bardzo sprawnie, kierowcy są dobrze usposobieni, a na współtowarzyszach podróży być może zrobicie zaskakujące wrażenie, że się Wam w ogóle chce tłuc w taką drogę. Możecie się też wybrać samochodem, ale to obecnie (2019r.) oznacza kilkugodzinny slalom pomiędzy drogowymi wybojami. Wyższe zawieszenie w pojeździe mile widziane, ale zwykły samochodzik też może dać radę- na Wasze ryzyko. Jedno zdecydowanie warto sobie zabrać do serca: ten dystans to modelowy przykład stwierdzenia: ” 20 km w 2 godziny”.

Corovode, gdzie szukając atrakcji sami się nią staliśmy.

blok mieszkalny z okresu ścisłej komuny w Albanii wybudowany w miejscowości Corovode w pobliżu kanionu Osum
upiory z epoki komunizmu

Tak było, nie zmyślam! Kiedy wypakowaliśmy się- jako jedyni turyści- z busika, naszym oczom ukazał się nieźle odpicowany ryneczek. Stanowi on niezły kontrast do otaczających go betonowych tworów, które są po prostu kwintesencją topornej, komunistycznej myśli budowlanej. Ustaliliśmy, w którym kierunku się udać i po około jednym kilometrze, kiedy mocno zmachani byliśmy prawie na szczycie wzniesienia z pobliskiej kafejki podbiegli do nas jej bywalcy i nawet nie pytając o zgodę zwyczajnie pstryknęli sobie z nami selfie! Gorzej chyba nigdy nie wyglądałam, więc mam cichą nadzieję, że zachowali te foty tylko dla siebie…

komusistyczna zabudowa w miasteczku Corovode w Albanii
ostatniego poranka nad Corovode wyszło słońce, nieco złagodziło surowy wygląd miasta

W Corovode nic specjalnego nie ma. Jest tylko pobliski Kanion Osum i to tam zmierzaliśmy modląc się, by kemping działał i z obawą zauważając, że nawet nasze peleryny zaczęły już przepuszczać wodę. Natrętna myśl, że pojawiliśmy się w okolicy przed startem sezonu turystycznego nie dawała nam spokoju. Za miasteczkiem, w dość brzydkiej wsi o nazwie Cerenisht pytaliśmy kilku osób, czy „kamping ok?”, jednak wszyscy- i starzy i młodzi- machali w beznadziei rękoma.

ulewa na szlaku  osum w albanii
wybaczcie zdjęcie „robione ziemniakiem”, ale lało tak, że o pstrykaniu lustrzanką można było zapomnieć; w dalszej części tekstu zobaczycie sporo zdjęć z piękną pogodą, ale niech Was to nie zmyli- natrzaskaliśmy je rano, kiedy na pół godziny zaświeciło słońce; potem znów było tak, jak na załączonym obrazku…

No i dotarliśmy, brama zamknięta na kłódę, wzrok zaczął już nawet przeczesywać pobliskie pobocza w poszukiwaniu wypłaszczenia pod namiot. A tu niespodzianka! Po niecałych pięciu minutach podjechał wysłużony mercedes (a jakże!) a w nim dwóch jegomości, którzy mieli klucze do naszego szczęścia. Poczta pantoflowa działa w Albanii bez zarzutu… 😉

Pokładujemy się w apartamencie.

zabudowania na kempingu nas osumem
nasz „kurniczek” po całonocnej ulewie

Jako, że godziny były już mocno popołudniowe, szybko zaczęło się ściemniać. Deszcz lał, jak z cebra a w nas zamierały dusze na myśl, jak się tu można rozłożyć z namiotem. Lecz odpoczywaliśmy i schnęliśmy błogo, czując w kościach rozgrzewającą moc raki. Lui i jego kolega wznosili toasty raz po raz, a w nas rosło przekonanie, że zostaną w budyneczku na noc.

gościnność w albanii
gościna w okrąglaku

Na taki rozwój wydarzeń wskazywała choćby ilość wypitego alkoholu. Jakże się myliliśmy… Chcąc wykorzystać ostatni poblask szarugi ruszyliśmy do wyjścia w poszukiwaniu spokojnego placyku gdzieś w pobliżu, a panowie nas zatrzymali i łamanym włosko-niemieckim językiem powiedzieli, że dziś śpimy tutaj, w środku. Nie wyobrażacie sobie tej ulgi i radości 😉 miejsce suche, z drzwiami zamykanymi na klucz i dwie wersalki zamiast klasycznej, backpakerskiej gleby.

drób w Albanii
Na kempingu u Lui’ego indyk robi za koguta

Po tych ustaleniach zostaliśmy kolejny raz zaproszeni do konsumpcji, toczyliśmy w pojedynczych- obcych i albańskiemu, i polskiemu językowi- słowach dość ożywione dyskusje. W małym telewizorku leciała komedia z czasów ścisłego komunizmu, kręcona w Pogradcu nad Ochrydem. Zeszło na to, że komuna „to były czasy..!”, że my też ją znamy, więc wiemy o czym mowa. Jest to sytuacja, kiedy lepiej słuchać, niż dyskutować. Za jakiś czas Lui i jego kolega odjechali do Corovode. Zjawili się nazajutrz o 06.00 i zadbali, byśmy zanim wyruszymy na marsz wzdłuż kanionu, koniecznie napili się raki. Taka to bektaszycka (muzułmańska) gościnność!

Osum- tam warto się zatrzymać!

platforma widokowa na terenie kempingu nad kanionem osum w Albanii
platforma widokowa na terenie kampingu- właśnie ona położona jest najwyżej ponad rzeką

Tak, to właśnie do kanionu zmierza większość turystów. Kemping ma taki dodatkowy plus, że na jego terenie znajduje się zbudowana przez Lui’ego i jego kolegę platforma widokowa. Pejzaże z niej roztaczają się wspaniałe! Wczesnym rankiem wyskoczyliśmy jak z procy, by fotografować- to były nieliczne i krótkie chwile bez deszczu, za to z przyjemnym światłem słonecznym.

spojrzenie na kanion osum z platformy widokowej
spojrzenie na kanion z platformy widokowej

Od razu też wybraliśmy się na spacer w górę kanionu, jednak równie błyskawicznie okazało się, że zabranie peleryn, było jak najbardziej uzasadnionym pomysłem. W strugach deszczu podziwialiśmy zielone i sielskie krajobrazy, po których snuli się zmęczeni opadami pasterze pilnujący małych stadek. Rzeka na tym odcinku mocno zbliża się do drogi. Jest to dokładnie ten sam nurt, który przepływa przez Berat. Jego wody zaczynają bieg w rejonie małej wioski Panarit, na granicy obwodów Berat i Korcza. Stosunkowo szybko nabierają siły i już na południe od Corovode Osum jest sporą rzeką, przełamującą się przez imponujący i unikalny kanion o tej samej nazwie.

Odcisk stopy Abaza Aliu.

światynia bektaszytów, w której znajduje się odcisk stopy Abaza Aliu, obiekt ulokowany nad kanionem Osum w Albanii
wejście na teren świątyni, w której znajduje się odcisk

Kierowaliśmy się do małej, ale dość istotnej świątyni bektaszyckiej (alb. teqe), gdzie znajduje się odciśnięty w litej skale wizerunek stopy najświętszego męża owego wyznania. Tekke z namacalną pamiątką po Abazie Aliu mieści się około dwóch kilometrów za campingiem, drogą w górę rzeki. Stanowi ją niepozorny, okrągły budyneczek ulokowany tuż przy szosie. Oprócz wiernych i turystów, nawiedzają ją albańscy zakochani. Opieka Abaza Aliu i dotknięcie śladu stopy ma przynieść im szczęście. W tym momencie najwyższa pora, by wyjaśnić Wam, czym właściwie wspomniany bektaszyzm jest.

odcisk stopy Abaza Aliu skrapar albania osum
a oto i odcisk, w całej swojej okazałości

Początki bektaszyzmu.

Aby sięgnąć do początków tego odłamu islamu, musimy przypomnieć sobie wydarzenia z 661 roku n.e., kiedy to zamordowano Alego- kuzyna Mahometa będącego jego prawowitym następcą. Potem był 680 rok, kiedy pod Karbalą w Iraku, w walce ze stronnikami sunnickiego kalifa zginął Husejn- syn Alego- oraz jego dzieci. Zainicjowało to oddzielenie się zwolenników Alego i powstanie nurtu szyickiego w islamie. Dla wielu plemion Anatolii, Syrii i Iraku zamordowany Ali był jednak kimś więcej. Był znakiem Boga na Ziemi. Przekonanie to, mimo oficjalnego zakazu i prześladowań trwało na tych ziemiach przez kolejne setki lat, doprowadzając do powstania wielu ruchów o charakterze mistycznym.

słodycze w bektaszyckiej świątyni
w świątyni oprócz stopy znaleźliśmy egzemplarz koranu, sztuczne kwiaty i słodycze na oknach; nie umiem rozszyfrować sensu tych ostatnich…

Jednym z nich było bractwo założone w Anatolii w XIII-tym wieku przez tajemniczego przybysza z Persji. Haji Bektash Veli– tak zwał się ów mistyk, którego też nazywano cudotwórcą. Tchnął on ożywczego ducha w podupadający kult Alego. Wzbogacił go elementami sufizmu, zoroastrianizmu (znanego mu z Persji) oraz chrześcijaństwa, jako że to było religią dominującą ówcześnie w regionie. Nowo powstały kult bardzo dobrze przyjął się wśród tamtejszych Kurdów i Turkmenów. Haji Bektash Veli nie lekceważył jednak swoich nowych wyznawców, wplatając do rodzącego się bektaszyzmu także elementy ich szamańskich i pierwotnych wierzeń.

Założenia bektaszyzmu.

Już od początku bektaszyzm odrzucił ramadan, ideę dżihadu i prawo szariatu. Zrównał w prawach kobietę i mężczyznę, co dla ówczesnych nie było wprawdzie tak obce, jak się nam obecnie wydaje, ale z biegiem lat oblicze islamu ewoluowało tam ku ortodoksji. W związku z tym należy to uznać za czyn w pewnym sensie rewolucyjny. Z chrześcijaństwa bektaszyci przejęli chrzest, spowiedź i celibat duchownych, zaadoptowane oczywiście do specyfiki swojego wyznania. Członkowie bractwa mogli jeść wieprzowinę, pić wino i nie musieli utrzymywać twardych zasad odnośnie innych używek.

albański egzemplarz koranu
albański egzemplarz Koranu- święta zasadą jest, że jego treści nie wolno tłumaczyć z arabskiego na inne języki; wierni znaleźli jednak rozwiązanie: treść (tutaj w czerwonej, ozdobnej ramce) tłumaczona jest w formie tzw. komentarzy (wszystko, co widzicie wokół ramki), sprytne!

Sunnici, tak samo jak szyici uznawali bektaszytów za sektę, ale nie poprzez ich odstępstwa od ogólnych zasad. Głównym powodem było „rozmycie” wśród nich koncepcji Boga czczonego, jako jedność bytu. Dla bektaszytów Bóg występował pod Świętą Trójcą, którą stanowili: On sam, Mahomet i Ali. Tutaj doskonale prezentuje się kolejna cecha wspólna z chrześcijaństwem. Jeszcze jedną jest tradycja uroczystych kolacji, która swoją formą nawiązuje do Eucharystii. Głównym przesłaniem od bektaszytów jest, by rozsiewać miłość do wszystkich ludzi. Według nich wszyscy prorocy- od Adama do Mahometa- zostali zesłani na ziemię, by to czynić.

Z Turcji do Albanii.

Oprócz powyżej zaprezentowanych cech, bektaszyci dość mocno akcentują też specyficznie pojmowany kult świętych, wiarę w magie, duchy itp. W liturgii w użyciu był i pozostaje do dziś język turecki, a nie arabski. Popularność zyskało to wyznanie także wśrod członków korpusu janczarów, a szczyt swojej świetności na ziemiach tureckich osiągnęli w XVII-XVIII wieku. W 1925 roku, po reformach Ataturka zostali jednak z Turcji wypędzeni. Bezpieczną przystań znaleźli w Albanii, gdzie już wcześniej, obok Macedonii czy Krety mieli swoich zwolenników. Do Turcji powrócili w latach 50-tych XX-tego wieku. Do dziś zachowują specjalną hierarchię stopni:

  • aşıks (aszik)– stopień podstawowy,
  • mühip– po inicjacji, już uczeń duchowy,
  • derwisz– stopień trzeci,
  • baba (ojciec)– zarządza tekke (świątynią), stopień czwarty,
  • dede/halife-baba– stopień piąty,
  • dedebaba– ostateczny stopień w hierarchii duchownej.

O Abazie Aliu.

Abaz Aliu- w bektaszyzmie dopuszczone jest przedsawianie wizerunków świętych

W Albanii, w górzystym rejonie Tomorru szczególnie wyróżnia się kult jednego wśród świętych bektaszyzmu. Mowa o Abazie Aliu (Abbas ibn Ali), który był jak najbardziej postacią historyczną. Abaz Ali to brat Husejna (przyrodni, bo z innej matki) i syn Alego. Jego również śmierć dosięgła w dzień Aszura pod Karbalą, a zanim skonał stracił w okrutny sposób obie ręce. Tamże zlokalizowane jest oficjalne sanktuarium czczące i upamiętniające jego imię. Bektaszyci albańscy utrzymują, że po śmierci dane mu było pojawić się jeszcze raz na ziemi. Miłosierny Allah zwrócił mu odrąbane ręce i dodał niebiańskie skrzydła. Abaz miał wielokrotnie przebywać w krainie Tomorrit, gdzie pozostawił odciski swej stopy. W ostateczną podróż do raju wyruszył on ze szczytu góry Tomorr. Tam wierni bektaszyckiemu wyznaniu ufundowali tłumnie odwiedzane sanktuarium. Można je odwiedzić z wycieczką startującą z Beratu.

Albańscy muzułmanie.

Jak widać, bektaszyci wcale a wcale nie mają wiele wspólnego z resztą powszechnych nurtów islamu. Oczywiście, nie tylko oni żyją i praktykują w Albanii. Na północy- w rejonie Elbasanu- oraz na terenie Macedonii i Kosowa bektaszyci pozostają w pewnym konflikcie z sunnitami. Zwłaszcza w tych dwóch ostatnich regionach są oni w stosunku do bektaszytów dość agresywni i nietolerancyjni. Taki stan rzeczy „zawdzięczamy” sponsorowanemu od lat 90-tych XX-tego wieku przez Arabię Saudyjską (w Macedonii) i USA (w Kosowie) odrodzeniu wpływów radykalnych odsłon islamu na tym terenie. Mamy nadzieję, że po uzbrojeniu się w taka wiedzę, nie będziecie zaskoczeni zaproszeniem przez muzułmanina albańskiego na piwo czy coś mocniejszego. Zresztą ich stosunek do raki oddaje najlepiej pewna anegdota:

Imam sunnicki nauczał o złu płynącym z alkoholu i pijaństwa. Zadał swym słuchaczom pytanie:

„Jeśli postawicie przed osłem wodę i rakiję, co wybierze?”

„Wodę” odpowiedział bektaszyta.

„Doskonale” rzekł imam, „dlaczego”?

„bo jest osłem” 😀

Co oprócz odcisku stopy Abaza w okolicy kanionu Osum warto zobaczyć?

dziura panny młodej nad kanionem osumi w albanii osum
Bride’s Hole

Pragnący miłości i innego szczęścia odwiedzają jeszcze jedno miejsce, około kilometra w górę rzeki za tekką Abaza. To tzw. „dziura panny młodej”. Miejsce związane z legendą o pannie młodej, która to nie chciała wyjść za mąż za narzuconego jej kawalera. Poprosiła o pomoc Boga, a ten sprawił że skały się rozstąpiły i ukryły nieszczęsną oblubienicę w środku. Dziś wśród bektaszytów panuje przekonanie, ze wchodząc do dziury w ubraniach założonych na lewą stronę, a wychodząc w założonych na prawą zajdzie się szybko w ciążę. Opcjonalnie spełnią się inne pragnienia chowane w sercu. Cóż… jeśli chcecie, to próbujcie! Jeśli postanowicie pójść dalej drogą wzdłuż Osum, traficie na jeszcze kilka punktów widokowych. Jeden ulokowany na dość dziurawym moście, ale widoki roztaczają się z niego przednie. Wytrwali piechurzy mają dodatkowo opcję szlaków zarówno na południe, do parku Bredi e Hotoves, jak i na wschód, gdzie po dwóch, trzech dniach marszu przez totalnie zapomniane wioski, można dotrzeć do Voskopoja- dawnej stolicy Wołochów. Miejsce to przybliżymy w kolejnym wpisie.

Kamienny most Kasabashi.

most Kasabashi koło Corovode w Albanii
piękny, prawda?

Wszystkim zainteresowanym dawną architekturą i inżynierią lądową pragniemy polecić jeszcze jedno miejsce. Jest to stary most na szlaku karawan z Ioaniny do Elbasanu. Zwany jest mostem Kasabashi i umiejscowiony jest jakieś 1,5 km na północny-wschód od Corovode. Zamyka się pięknym łukiem nad rzeką o tej samej, co miejscowość nazwie. Polecamy podziwiać go o poranku, gdy słońce wschodzi znad lesistych gór i poranne mgły dodają otoczeniu uroku i pewnej tajemniczości. Zabytkowy most służy wędrowcom do dzisiaj i jest to zaskakujące, ponieważ współczesne konstrukcje o takim przeznaczeniu z trudem wytrzymują np. kaprysy górskich rzek. Warto go zobaczyć!

albańczyk i osiołek objuczony towarem przeprawiają się o poranku przez most kasabashi
dawniej przeprawiały się tymi mostami karawany kupieckie

Skrapar i jego skarby są godne Waszej uwagi.

Wymienione powyżej atrakcje to nie wszystko, co znajdziemy w rejonie Skrapar. Niedaleko Polican zlokalizowane są bunkry Envera Hodży i tajemnicze, podziemne fabryki kompleksu wojskowego. Możecie odwiedzić też źródło i wodospady w Bogove oraz wybrać się na jeden z kilku szlaków, które zawiodą Was na górę Tomorr. Każda z tych atrakcji czeka na swoich eksploratorów, a wiele miejsc to nawet i na odkrywców. Jeśli szukacie dzikiej Albanii, jest to region godny wszelkich rekomendacji!

przemoczone deszczem maki wśród zielonego zboża kanion osum
życzymy Wam lepszej pogody na zwiedzanie Osumu! 😉

Przykładowy szlak nad kanionem Osum:

https://www.wikiloc.com/hiking-trails/03-from-corovode-along-the-osum-canyon-5822918

______________________________________________________________________________

W kolejnym wpisie zaprezentujemy Wam wołoskie Voskopoje a teraz, jeśli podobał Wam się powyższy artykuł i jesteście ciekawi kolejnych, zapraszamy do polubienia naszego facebook’owego fanpejżdża. Innego newsletter’a nie posiadamy. Polecamy też pozostałe wpisy z kategorii „Albania”- tam różne, być może inspirujące dla Was teksty. Dziękujemy!

Pozostałe wpisy z kategorii:https://albumzpodrozy.pl/category/albania/

%d bloggers like this:

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close